Transakcja wojny chocimskiej - Wacław Potocki (fragmenty) - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
TRANSAKCJA WOJNY CHOCIMSKIEJ
gdzie
Osman, cesarz turecki, wszytkie państw swoich
z Afryki, z Azji i z Europy na Polaki zgromadziwszy siły,
za łaską Najwyższego Pana,
roztropnością czułych i opatrznych wodzów
a dzielnością rycerstwa polskiego
spadł z imprezy swojej
i straciwszy sto tysięcy ludzi,
część w polu, część do naszych szturmując,
część własnych broniąc obozów,
starego z Koroną Polską potwierdziwszy przymierza,
in glorius wrócił do Konstantynopola
Roku zbawiennego 1621
stanąwszy pod Chocimem dnia trzeciego septemb[ra],
odszedł dnia dziesiątego oktobtra]
Z różnych jako manuskryptów i diariuszów, tak z relacyj
ludzi starych, którzy tam byli praesentes, zebrana,
ale osobliwie z tradycji
jaśnie wielmożnego jegomości pana Jakuba Sobieskiego,
od stanu rycerskiego w tej ekspedycji komisarza,
a potem kasztelana krakowskiego,
z łacińskiego na polskie
dostatecznie
dla nieśmiertelnej narodu polskiego sławy
wierszem przetłumaczona
Roku Pańskiego 1670, dnia decembra ostatniego



Z CZĘŚCI PIERWSZEJ

Wprzód, niźli sarmackiego Marsa krwawe dzieje
Potomnym wiekom muza na papier wyleje,
Niż durnego Turczyna propozyt szkarady
Pisać pocznę w pamiętne Polakom przykłady
(Który z nimi zuchwale mir zrzuciwszy stary,
Chciał ich przykryć haraczem z Węgry i z Bułgary),
Boże! którego nieba, ziemie, morza chwalą,
Co tak mdłym piórem, jako władniesz groźną stalą,
Co się mścisz nad ostatnim domu tego węgłem,
Gdzie kto usty przysięga sercem nieprzysięgłem -
Ciebie proszę, abyś to, co ku twojej wdzięce
W tym królestwie śmiertelne chcą wspominać ręce,
Szczęścić raczył; boć to jest dzieło twej prawice:
Hardych tyranów dumy wywracać na nice,
Mieszać pysznych i z błotem górne równać myśli
Przez tych, którzy swą siłą od Ciebie zawiśli.
[............. .......]
Grzechy nasze, o Panie, za którymi w tropy
Na pierwszy świat chodziły ognie i potopy,
Dziś nie w wodzie dla tęcze, nie w ogniu z Gomorą,
Ale się w własnej swojej krwi czyszczą i piorą.
Krwią się myje, krwią poci ten świat jako w łaźni:
Wszędy pełno niezgody, pełno nieprzyjaźni,
Nawet miłość prywatna między ludźmi zgasła,
Wszytko z łakomstwem zazdrość nieszczęsna popasła.
Jeżelić kto co radzi, patrz na obie oczy,
Bo teraz każdy wodę na swe koło toczy;
Usty świadcząc ofiary, wywodzi cię w pole,
A niechętnym sercem żga i od siebie kole,
Byle cię jako zażąć albo cię mógł zażyć;
Poty termin przyjaźni, którą wyposażyć
Jeszcze trzeba; tym kształtem zmyje cię bez ługu;
Bo jeśli mu się słowa i upomnisz długu,
Za psa twoja uczynność, krew, przyjaźń, warunek!
A drugi, rychlej niż dług, weźmie basarunek.
Wyrzekł się świat szczerości, rzadko między braty
Znajdziesz ją rodzonymi, nikt nic bez prywaty
Nie robi i gdzie mu się praca nie nagrodzi,
Niech tonie, niech psy drażni, niech o kiju chodzi,
Bliźniemu nie usłuży, nie poradzi szczerze;
Cóż by go miał wykupić z pogańskiej obierze?
Byłoć to, powiedają - i prawdę podobno,
Póki "moje" a "twoje" nie strzygło tak drobno
Ziemie, póki łakomstwo i przeklęte żądze
Nie dały miejsca prętu, łanu, łokciu, siądze,
Miarą - sama potrzeba: gdy natury wedle,
Ani w odzieniu człowiek, w piciu abo w jedle
Inszego na tym świecie szukał sobie bytu
Okrom przyrodzonego dla ciała dosytu;
Ziemia też dobrowolnie, bez ludzkiej ciemięgi,
Bez pługu, nie kąkole, chwasty i ostręgi,
Czyste zboża rodziła: co śnieć, co kostrzewa,
Nie znał człek, więc rok cały nie szczepione drzewa
Miody, soki, oliwy i rozkoszne figi
Dawały; owo żyli bez wszelkiej fatygi.
Takie wiemy Lacyjum z poetyckich liter,
Kiedy zegnał na ziemię Saturna Jupiter:
Toż nie dwaj, nie trzej, co dziś przykład bardzo rzadki,
Lecz wszytek rodzaj ludzki, jakby z jednej matki
Wyszedł, tak go miłości jednoczyły pęta,
Że wojny na się nigdy (tylko na zwierzęta
Drapieżne) nie podnosił; każdy człek był bratem,
Każdy bliźnim, nieprzyjaźń z niedźwiedziem kudłałem,
Z wilkiem, lwem i tygrysem i co się na szkodę
Bestyj lągnie; z tymi człek wieczną miał niezgodę,
Którym do dzikiej dała natura postury
Okropny ryk, kły, rogi, raci i pazury,
Ptacy nosy i spony przy pierza lekkości,
Skrzele ma niema ryba, i zęby, i ości,
Żądła gad jadowity, bazyliszek z oka
Śmiertelną śle zarazę, w nozdrzach jest u smoka.
Wąż kąsa, a jeż kole, brzydki pająk truje,
Tnie osa, mrówka, komór i biedna pchła uje;
Nagi człowiek, bez broni, bez biegu, bez mocy,
A wżdy teraz ani lwi, ani się tak smocy
Waśnią na się, jako on na swe własne plemię:
Bestyje, ognie, wody, wiatry, nawet ziemię
Stosuje, tu dowcipy, tu rozumy liczy,
Gdy ludzi z świata gładzi, gdy bliźnich kaliczy!
Jeszczeż pogaństwo, jeszcze, co pod Mahometem
Z bydlęty za cielesnym dało się impetem,
I pobożność, i prawo ostrą szablą mierżą:
Nie dziw, bo nie zna Boga i jego przymierza;
Ale my, chrześcijanie, jako się sprawimy,
Że stokroć bardziej sami z sobą się dławimy
Niżli z Chiną Scytowie, niż Turcy a Persi,
Pod jednym zabobonem żyjąc, którym piersi
I serce bisurmańskie, choć ścierwy obrzeżą,
Obewrzały nikczemną bydlęcą lubieżą.
Pojźry, o wieczny Boże, któryś niegdy tęgiem
Ujął gniew sprawiedliwy przez niebo popręgiem
I wiecznieś malowaną zawiązał obręczą
Swój arsenał, skąd grozy twe nad światem brzęczą,
Pojźry, o wieczny Boże, któryś niegdy tęgiem
We krwi i w wodzie świętym rumieńcem stokroci,
W tej krwi, którą toczyła niedołęga nasza,
W tej wodzie, co twych sądów na ludzi przygasza.
Przez tę krew, przez tę wodę, która jednym stokiem
Lała się wytoczona Syna twego bokiem,
Proszą Cię chrześcijanie, Stwórco miłosierny,
Zamkni krwie w Cię wierzących żałosne cysterny!
Nie racz ich, nie racz, Panie, z twardym faraonem
Za wielkie grzechy w Morzu zatapiać Czerwonem!
Niech jej nie toczy srogi bisurmanin czopem,
Nie racz świata drugi raz zatracać potopem!
Ale niech nasze serca zwady i niesnaski
Przeciw sobie wyrzucą, a dla twojej łaski
My, pod nowoprzymiernym którzy żyjem kluczem,
Tobie krzywdy i swoje urazy poruczem.
Ty pokarzesz, kto winien; za twych ludzi zgodą
Spuszczą rogi poganie, którymi nas bodą.
I jeżeli nie wrócą, co naszą niesforą
Wzięli, przynajmniej więcej już niechaj nie biorą!
[............. . . . . .]
Ale gdzież mnie to pióro rozpędzone zniesło?
Nie moja rzecz, zaprawdę, nie moje rzemiesło
Wodzom i bitnym pisać żołnierzom reguły,
Wskrzeszać, których już kości w grobie się rozsuły.
Polską nasze Bellonę na teatrum świata
Sarmackiego prowadzę; też by jesne lata
I czas z ojcy naszymi miał zagrześć pożerny?
Nie da Bóg swej roboty! Otwieraj, odźwierny,
Wrota, gdzie na szerokiej mej Ojczyzny sali
Wielcy bohatyrowie będą się pisali.
Ale wprzód, niż za progi z tą boginią idę,
Żebym, miasto przysługi, nie padł na ohydę,
Gdzie mnie straszą tak świeże, jak dawne przykłady,
Proszę o wzrok i ucho skłonne do mej swady!
Lichać, licha (co prawda, to i nie grzech) widzie
l sama, lecz się szkoda za ubóstwo wstydzić!
Z nikim się równać nie chce ani psuje głowy,
Że za pierwszymi będzie zbierała podkowy.
Nie trwóż mnie, cny Twardowski, nie pokazuj z żalem
Prace swojej przed grubym spalonej Moskalem.
I na tożeś zarobił, Władysławie Czwarty?
Proszę, niech Mars, nie Wulkan, bierze moje karty!
Więc jeżeli Homerus, książę między Greki,
Maro między Latyny, nie mógł ujść opieki,
Ronsard między Francuzy, zębatego Moma -
Zielone drewno gore, nie maż się bać słoma?
Jednak twymi stopami, o wielki Jakobie
Sobieski, postępując, dobrze wróżę sobie:
Że jak pod jesionowym, co się go wąż boi,
Tak cał będę pod cieniem wielmożności twojej.
[............. . . . . .]

Z CZĘŚCI WTÓREJ

Sejm zaraz na Polaki składa Zygmunt Trzeci,
Tylko go ta wiadomość od Porty doleci,
Że starym durny Turczyn wzgardziwszy przymierzem,
Chce swój Miesiąc naszego Orła odziać pierzem.
[......... .........]
Przeto wszyscy, prywatne porzuciwszy sprawy,
Bieżą senatorowie na sejm do Warszawy;
Bieżą od ziem posłowie i Korona czerstwa
Poczuwa się na siłach dzielnego rycerstwa.
Więc skoro się zgromadzą, skoro ima radzić,
Z jakim nieprzyjacielem przyjdzie się im wadzić,
Któremu żaden sąsiad z obu stron Bosforu
Aże do naszej ściany nie mógł dać odporu,
[........... .......]
Wszyscy oczy i serca na jednego zgodnie
Obrócą Chodkiewicza; tak się zda, że młodnie,
Że dzieła nieśmiertelne, których mu nie szczędzą
Późne wieki, siwy włos ze skroni mu pędzą.
Mars z oczu, powaga mu sama bije z twarzy;
Tak się w nim wielkość męstwa i swoboda parzy,
Że mu szczyre tryumfy może czytać z czoła.
Kogóż szukać, dlaboga? ciebie dzisia woła
Ta wiekopomna praca, waleczny Karolu!
Jeszcze cię też nie znano w Konstantynopolu.
Poznają, co za ludzie idą z naszej Litwy,
Kiedy serdeczny Polak wsiędzie na koń przy twej
Doskonałej biegłości, o której sąsiedzi
Niech powiedzą, uparta Moskwa, bitni Szwedzi.
W obozieś się urodził, urosłeś na łęku,
Odbierajże buławę dziś z królewskich ręku
I jeśli tak chcą nieba, ostatniej ćwiczyzny
Dopędzisz na usłudze kochanej Ojczyzny.
Ogłosiwszy swe imię na wschód słońca cały,
Będziesz burzył górnymi Turków arsenały.
Skoro stanął Chodkiewicz wszytkich zdaniem spolnym,
Zaraz myślić poczęto o hetmanię polnym.
A że żył Koniecpolski z pierwszego pogromu,
Trudno to było dawać przywilejem komu;
Więc do tańca, który Mars spoiny stronom zagra,
Na one wojnę jego naznaczono szwagra.
Stanisław Lubomirski, hrabia na Wiśniczu,
Za towarzysza prace był przy Chodkiewiczu.
Im młodszy, tym też większej godzien jest pochwały
Z serca i z roztropności - wielkie specyjały
W hetmaniech, ale rzadkie, a zwłaszcza pospołu,
Zwłaszcza w młodych, bo stary i już bliski dołu,
Przez siedmdziesiąt lat w onej ćwiczywszy się szkole,
Co za dziw, że i sercem, i rozumem zdole?
Ale ten, co dopiero do tej wszedszy szkoły,
I serca, i rozumu ma z nieprzyjacioły,
W wielkiej cenie, bo owoc wypycha przed kwiatem;
Cóż, gdy dojźre i dojdzie doświadczenia z latem?
[..................]
Więc oraz na ruszenie pospolite wici
Wychodzą na tych wszytkich, którzy są okryci
Przywilejem szlachectwa, aby nie w imieniu,
Nie w herbie tylko swoim, lecz na tym kamieniu
Pokazali, że przy krwi jest wrodzona cnota,
Na którym brantownego doświadczają złota.
Jeszcześmy, jeszcze byli nie zgospodarzeli,
Żebyśmy się tak słusznej wojny wzdrygać mieli.
Nie dzisia to (odpuśćcie, jeśli się kto czuje),
Gdzie nam tak dom, tak jego pieszczota smakuje,
Że kontenci z szlachectwa, co nam idzie rodem,
Już go żadnym popierać nie chcemy dowodem.
Widzieć ich po jarmarkach i prywatnym feście,
Gdy się strojno, czeladno przechodzą po mieście;
Pódżże z nim do publiki, choć w onejże lamie,
Tak skromny, tak pokorny, że wilk a wilk w jamie;
Dopieroż gdy ich w pole wytkną trzecie wici,
Przyjdzie stać na posłuchu i zmoknąć do nici;
Nuż podjazdy, nuż ona potrzeba, o której
Słuchając włosy z czapką wstawają do góry;
Gdy mu grzbiet kirys orze i jakby za winę
Szyszak perfumowaną prasuje czuprynę;
Gdy się przyjdzie narazić na kule, na strzały
I stać w miejscu cały dzień jako cel przed działy,
Patrząc, gdy drugich niosą, słysząc świst nieluby,
Oczy w górę podnosić, Bogu czynić śluby
(Stanie-ć za śmierć strach śmierci, owszem, jeszcze gorzej,
Bo sto razy umiera, jeśli tam kto tchórzy),
Nie dziw, że mierznie wojna naszym galantomom,
Którzy samym nawykszy od młodości domom,
Słuchają, rychło w polu będzie po herapie,
Rychło im kto potrzebę przyniesie na mapie:
Więc żołnierzów obmawiać i hetmanów szczypać.
Da kopę na on pobór: Długoż, prawi, sypać
Darmo będziem pieniądze? Wierę, zdaniem mojem,
Już by czas Ukrainę widzieć za pokojem!
Drugi, niegodzien kijem, mitręga, za bydłem,
Jagły mierzyć z maślonką do tarku tworzydłem,
Że wiewiórczym ogonkiem dał opuszyć kołnierz,
Aż już wąsy odyma, aż sędzia, aż żołnierz!
Wdajże się z nim w rzecz, chociaż nie był dalej bursy,
Historyje i one usłyszysz dyskursy;
Już on wiadom porohów, czajek i Kodaku,
Wiadom złotego, wiadom kuczmańskiego szlaku,
Gdzie Merło, gdzie Drzypole, gdzie w bezludnej dziczy
Sina Woda z ordami Polaki graniczy,
Wszytko wie, tego nie wie, do siebie nieborak,
Że sklep dziurawy ledwie stoi za półtorak.
Niechże się jedno jaka królewszczyzna błyśnie,
Obaczę, jeśli żołnierz przed nim się dociśnie;
Już na nie zadał, kto tam na tandecie siedzi,
Pewnie najzasłużeńszy do niej nie uprzedzi.
Nie tak było przed laty, gdzie nie pierwej młody
Do szabelki przypadał, aż od wojewody
Albo króla samego śród walnego festu
Do niej był przypasany, koło lat dwudziestu.
To ozdoba, to mu strój nad wsze aksamity!
Dotąd część domu, już był Rzeczypospolitej.
Brał i pierścień żelazny, charakter sromoty,
Który musiał na palcu swoim nosić poty,
Aż krwią nieprzyjacielską z obligu wyjęty,
Złoty już nosił sygnet i siadał z książęty;
Żelazny na pamiątkę ze zdobytym łupem
Kładł Marsowi w kościele w święto przed biskupem.
Dopiero skoro odniósł na swym ciele blizny,
Prawić o wojnie, radzić około ojczyzny
Godziło się; nie, zrósszy przy doiwie krowiem,
W opiekę brać nieszczęsną ojczyznę ze zdrowiem.
Dziś (ale lepiej milczeć, bo i sam widziałem,
Że za prawdą nienawiść, jako cień za ciałem)
Opak wszytko, bo dziecku małemu do kasze
Drugi ojciec szabelkę i łuczek przypasze.
Toż żeby dom nie zginął, dla onej pociechy,
Skoro zwiedzi w Warszawie co przedniejsze wiechy,
Ożeni go; a ten też jakby wlazł do twierdzy,
Ani szable przypasze, ani otrze ze rdzy,
Zasznuruje się w duchnę i podobnych sobie
Gapiów, jakich ni Bogu, ni ludziom, naskrobie.
Nie zna jak żyw pancerza, nie widział kirysu,
Albo się gospodarstwa, albo imię flisu,
Lubo siwe czabany za granicę pędzi,
Lubo też piwo robi i browary smędzi:
Mało na tym, czy flisem, czy wołmi, czy bzdęgą,
Czego inszy krwią nie mógł, takowi dosięga;
Albo idzie do dworu i tak, świni ucha
Nie uciąwszy, senator z onego piecucha.
[ .................]
Już też rok był na schyłku, już wypadszy z Wagi,


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Twórczość Potockiego - przegląd i charakterystyka
2  Człowiek – igrzysko Boże - analiza i interpretacja
3  Człowiek - analiza i interpretacja



Komentarze: Transakcja wojny chocimskiej - Wacław Potocki (fragmenty)

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: